W dzisiejszym poście chciałabym poruszyć pewną bardzo ważną kwestię, w zasadzie dużą część mojego życia. Kwestie mojego wegetarianizmu, jak to się stało że zostałam wegetarianką oraz jakie kroki podjęłam kiedy sam wegetarianizm jako dieta przestał mi wystarczać.
Przychodziło mi to z trudem. Przyznaje się do bicia że czasami nawet zapominałam o tym żeby to mięso ograniczać. Z początku było tak że zostawiałam mięso na talerzu. Gdy po kilku miesiącach przestałam je jeść zupełnie, panie kucharki były w wielkim szoku że ja nie jem mięsa. Jednak po rozmowie z kierownik internatu gdzie nakreśliłam jej że nie jadam miesa ona przekazała kucharkom, aby przygotowywały mi coś zamiennego. Bywało różnie. Raz dostawałam jakiś zamiennik, raz nie. Nie dziwiłam się. Te kobiety miały i tak wystarczająco roboty aby wykarmić wszystkich innych. Rok szkolny się skończył a ja postanowiłam zmienić szkołę. Nie będę wnikała w szczegóły dlaczego, po prostu nie odpowiadał mi kierunek na którym byłam. Wakacje minęły a ja przeniosłam się do nowej szkoły, bliżej domu oraz przyjaciół. Będąc w domu, babcia szykowała mi różne dania, nie przeszkadzało jej to że nie jem miesa. Jednak wciąż czułam że sama wegetariańska dieta to nie wszystko. Zaczęłam interesować się organizacjami cruelty free oraz zaczęłam więcej czytać na temat testowaniu kosmetyków na zwierzętach. Sama byłam zdziwiona że jest tak wiele marek kosmetycznych które są wegańskie oraz nie testują. W większości te kosmetyki naprawde kosztowały grosze. W ten sposób zamieniłam marki typu Maybelline czy L'Oreal na tańsze oraz nie krzywdzące zwierząt odpowiedniki.
Zaczne może od tego że od zawsze byłam osobą czułą na krzywdę zwierząt. Zostałam nauczona, że są to żywe istoty i nie wolno wyrządzać im krzywdy.
Jednak od najmłodszych lat jadałam mięso. Również było to pewne "przyzwyczajenie". Będąc w gimnazjum zaczęłam interesować się tym jak to tak naprawdę wygląda, jak są traktowane zwierzęta hodowlane, jednak wtedy nie miałam na tyle pojęcia o tym jakie mam teraz, być może wtedy ta sprawa w internecie nie była aż tak nagłaśniana przez co ja nie do końca rozumiałam jeszcze to jak kończą zwierzęta hodowlane.
Warto zaznaczyć że w gimnazjum oglądałam pewną youtuberkę Juszes. Jej kontent był modowo/urodowy, jednak w późniejszych latach w swoich filmach zaczęła wspominać o tym, że jest na diecie roślinnej. Ja nadal mając lat 14? 15? Nie do końca byłam tego wszystkiego świadoma. No bo jak to, obiad bez schabowego? Rosół bez kurczaka?
Gimnazjum się skończyło a ja wybrałam szkołę z internatem w której miałam opłacane obiady. Na początku przez pierwsze miesiące szkoły średniej wszystko pozostawało bez zmian, na śniadanie jadłam kanapkę z szynką, na obiad schabowego a na kolację parówki. Do momentu kiedy pewnego dnia, siedząc w pokoju, przeglądając Facebooka czy innego instagrama, natknęłam się na post organizacji Otwarte Klatki. Był w nim filmik który wstrząsnął mną niesamowicie, ukazywał on realia zwierząt hodowlanych. Sceny w tym filmie były naprawdę drastyczne i ja, 15 letnia dziewczyna po zobaczeniu tego filmu, najpierw ryczałam jak bóbr przez dobrą godzinę. Natomiast później zaczęłam szukać. Zaczęłam interesować się tym tematem coraz bardziej. Dotarłam do naprawdę drastycznych filmów, fotoreportaży oraz artykułów. Podjęłam wtedy kroki, aby ograniczyć mięso.
Przychodziło mi to z trudem. Przyznaje się do bicia że czasami nawet zapominałam o tym żeby to mięso ograniczać. Z początku było tak że zostawiałam mięso na talerzu. Gdy po kilku miesiącach przestałam je jeść zupełnie, panie kucharki były w wielkim szoku że ja nie jem mięsa. Jednak po rozmowie z kierownik internatu gdzie nakreśliłam jej że nie jadam miesa ona przekazała kucharkom, aby przygotowywały mi coś zamiennego. Bywało różnie. Raz dostawałam jakiś zamiennik, raz nie. Nie dziwiłam się. Te kobiety miały i tak wystarczająco roboty aby wykarmić wszystkich innych. Rok szkolny się skończył a ja postanowiłam zmienić szkołę. Nie będę wnikała w szczegóły dlaczego, po prostu nie odpowiadał mi kierunek na którym byłam. Wakacje minęły a ja przeniosłam się do nowej szkoły, bliżej domu oraz przyjaciół. Będąc w domu, babcia szykowała mi różne dania, nie przeszkadzało jej to że nie jem miesa. Jednak wciąż czułam że sama wegetariańska dieta to nie wszystko. Zaczęłam interesować się organizacjami cruelty free oraz zaczęłam więcej czytać na temat testowaniu kosmetyków na zwierzętach. Sama byłam zdziwiona że jest tak wiele marek kosmetycznych które są wegańskie oraz nie testują. W większości te kosmetyki naprawde kosztowały grosze. W ten sposób zamieniłam marki typu Maybelline czy L'Oreal na tańsze oraz nie krzywdzące zwierząt odpowiedniki.
Zaczęłam również czytać i oglądać więcej o hodowli zwierząt na futra, również bestialski i okrutny przemysł. Wpłacam więc pieniądze na organizację ratujące futrzaki przed oskurowaniem. Na rynku pojawią się coraz więcej zamienników skóry naturalnej, skóra z ananasa, czy z kaktusa. Wyglądają tak samo, niektóre nawet wyglądają o wiele lepiej niż skóra naturalna, a już napewno nie ma się na sumieniu żadnego lisa czy norki. Na chwilę obecną wciąż jestem wegetarianką, chociaż usilnie staram się przejść na weganizm i ograniczyć wszystkie produkty od zwierzęce, nie jest to jednak takie proste ale tak jak mówiłam, małymi kroczkami do celu. Zdaje sobie sprawę że wiele osób myśli o wegetarianizmie ale również ma pewne uprzedzenia. Ja natomiast jestem osobą która nie potępia ludzi jedzących mięso. Potępiam natomiast ludzi pracujących w tej branży oraz tych którzy wypierają fakt że krowy, świnie czy kury są to żywe istoty. Tak jak my - ludzie. Zachęcam więc do poszerzenia swojej wiedzy w tym zakresie. Być może kogoś zainspiruje, być może nie, jednak chciałam podzielić się tą historią.
Fot. Autorstwa Eli Radzikowskiej.
Przyjaciele, nie mięso ��❤
OdpowiedzUsuńPopieram w 1 000%
GO VEGGIE! ����
OdpowiedzUsuń